
Ciacho amnestyjne zrobione przez Rafała Paneckiego na Wigilię Amnesty - 18 grudnia
Na maratonie w Warszawie pisaliśmy 12 i 13 grudnia w klubokawiarni na Chłodnej 25 ,w Teatrze Dramatycznym oraz w Domu Kultury Rakowiec, gdzie pisał Klub Seniora. Wcześniej, od 7 do 11 grudnia, pisały również szkolne grupy Amnesty. Razem Warszawa napisała 2441 listów.
W całej Polsce napisaliśmy 107434 listy. Ta liczba jeszcze przez jakiś czas może się zmieniać, bo niektóre listy pozostają nie doszacowane. Gratulujemy Zabrzowi, który w tym roku napisał najwięcej - ponad 10 tys. listów. Wszystkie liczby i miejsca można znaleźć tutaj.
W całej Polsce napisaliśmy 107434 listy. Ta liczba jeszcze przez jakiś czas może się zmieniać, bo niektóre listy pozostają nie doszacowane. Gratulujemy Zabrzowi, który w tym roku napisał najwięcej - ponad 10 tys. listów. Wszystkie liczby i miejsca można znaleźć tutaj.
Dziękujemy wszystkim, którzy pisali razem z nami. Jesteśmy pod szczególnym wrażeniem tych, którzy zapisali dziesiątki listów, aby pomóc bohaterom tegorocznego maratonu.
Więcej informacji o maratonie można znaleźć na oficjalnym blogu: http://amnesty.org.pl/maraton_blog/
Tegoroczny maraton związał się również symbolicznie z datą 13 grudnia - wprowadzenia stanu wojennego w Polsce 28 lat temu. Na maratonie w Teatrze Dramatycznym odwiedziła nas Halina Bortnowska - przewodnicząca Rady Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która była internowana w czasie stanu wojennego, a w tym roku napisała list do Gwinei Równikowej w obronie sześciu więzionych opozycjonistów. W Teatrze Dramatycznym gościliśmy również Mirosława Chojeckiego - byłego więźnia sumienia Amnesty. Po skończonym maratonie Mirosław Chojecki razem z Grzegorzem Miecugowem i Draginją Nadażdin, zwiedzili "lożę Stalina" w Teatrze Dramatycznym. Było to miejsce, do którego mieli dostęp w czasach Polski Ludowej tylko najwyżsi dygnitarze partyjni i państwowi, a w tym roku zorganizowaliśmy tam Maraton Pisania Listów.
Serdecznie zapraszamy na kolejne spotkanie grupy, które odbędzie się już w nowym roku - 5 stycznia, jak zwykle o 18.00 w biurze Amnesty - ul.Piękna 66A, lok. 2.
Przed nami kolejne wyzwania, kolejne akcje do zorganizowania. Najbliższy temat to Guantanamo i loty CIA na terytorium Polski.
Świąteczne pozdrowienia i do zobaczenia w nowym roku.
Mam do Was gorącą prośbę. Czy moglibyście w przyszłym roku zorganizować chociaż jedno maratonowe miejsce dla osób, które nie palą i/albo nie potrafią się skupić przy głośnej muzyce i wśród imprezowiczów? Popieram akcję jako taką z całego serca, ale po ostatniej jej edycji uważam, że sami sobie (jako organizatorzy) strzelacie w kolano, wybierając miejsca na pisanie.
OdpowiedzUsuńOstatni Maraton był moim pierwszym w życiu i wyglądał tak: Pojechałam koło 1 w nocy na Chłodną z planem napisania tylu listów, ile tylko będę w stanie, ale nie wysiedziałam tam nawet 10 minut. Nie było czym oddychać:( Wzięłam ze sobą materiały i pognałam do PKINu, ale i tam nie było lepiej. Głośna muzyka jakoś mi nie pasowała do lektury ciężkich historii z Waszych materiałów, ale pal sześć. Jednak ryk pijanych gości(nomen omen)Kulturalnej zataczających się nad moją głową i "rozwalających się" przy przeznaczonych do pisania stolikach doprowadziły mnie do ostatka. Udało mi się napisać jeden list, zanim uwędzona papierosowym smrodem i zniesmaczona "okolicznościami przyrody" wyszłam z PKiNu.
Czy naprawdę w takich okolicznościach powinno się pisać listy w obronie więźniów sumienia?
Namówiłam na udział w Maratonie narzeczonego. Był zdegustowany, a mnie było głupio, bo wyciągnęłam go z domu, opowiadając o pięknej akcji, a potem patrzyłam, jak w foyer Dramatycznego musiał zatykać uszy, by nie słyszeć wrzeszczącego przy sąsiednim stoliku pijanego faceta i móc się skupić na lekturze tekstów o więźniach. Nie wyobrażam sobie, co by było, gdybym namówiła na Maraton np. rodziców. Wiem, może powinnam przyjść nie w sobotę wieczorem, a w niedzielę rano, gdy imprezowicze będą leczyć kaca w Zakąskach, ale tak się złożyło, że nie mogłam przyjść w innych godzinach, bo pomagałam przy WatchDocsie.
Wiem, że Chłodna i Kulturalna to modne miejsca, ale czy na pewno dobre na organizowanie Maratonu? Osobiście uważam, że wielu potencjalnych uczestników akcji mogą te miejsca i panująca w nich atmosfera zniechęcić. A ze swoim przekazem chcecie chyba dotrzeć nie tylko do bywalców modnych kawiarni i klubów? Nie widziałam wśród piszących listy pięknych-młodych-wystylizowanych. Zauważyłam rodziców z nastoletnim synem, mężczyznę po czterdziestce w niemodnym płaszczu, dwie przeciętnie wyglądające dziewczyny w wieku licealnym. Nie wyglądali na "bywałych". Zwykli szarzy ludzie, podobnie jak ja. Czy nie znalazłoby się dla nas przyjaźniejsze miejsce? Takie, do którego można przyjść albo samemu, albo całą rodziną i to nie tylko w "grzecznych" godzinach pory obiadowej, ale i późnym wieczorem,w drodze z kina, teatru albo, kurczę, herbatki u cioci Jadzi?
nie twierdzę, że w Maratonie powinno się brać udział, klęcząc na grochu, ale pisanie listów w samym środku głośnej i zakrapianej imprezy jest według mnie po prostu nietaktem. Zarówno wobec tych, w obronie których się pisze, jak i piszących. I błąd w budowaniu wizerunku organizacji. A przecież (doskonały moim zdaniem!) plakat promujący tegoroczny Maraton miał taki przekaz: możesz pomóc, zwykły człowieku, wracający z bazarku z kilogramem ziemniaków. Nie było na tym plakacie wyluzowanego kilkoma drinkami bywalca modnej stołecznej "miejscówki", prawda?
Z czego wynikła ta sytuacja? To świadomy wybór czy wynik trudności ze znajdowaniem miejsc-partnerów akcji?
Pozdrawiam,
Paulina